Posty

Smak

 1.02 Smak chleba Smak codzienności Smak spokoju Cieszyłam się nim W czasie Wolnym od pracy  W czasie, który czułam Na co dzień go nie odczuwam Biegnę w środku  Choć na zewnątrz nie poruszam się zbyt szybko Dzieci, które rozciągają czas Na swoje zabawne sposoby Nie trzymają się prostych szlaków  Ukierunkowanych na cel Drażnią dorosłych postojami, gibaniami, kiwaniami Wymykają się współrzędnym  I dobrze  gdyby można było znów poczuć się  Właśnie tak I absurdalnie śmiać do łez A tu dorosłość, dojrzałość Choć starość jeszcze nie Ale nudzi i jałowa jakaś A Ci co rozumieją te same piosenki Gdzieś daleko Ale nie, nie narzekam Obserwuję dzieci, czy raczej jestem obok nich, a w środku czuję się jak one.  W tych wolnych chwilach oczywiście.  Bezcennych I czytam nocami. 

co za czas

Najpierw czas kwarantanny, stan epidemii wciąż jest, ale wygląda to inaczej niż przez te pierwsze dwa/trzy miesiące. Głuche, puste miasta, domowa izolacja, praca w domu po nocach. Czas wywrócony,  a jednocześnie dogłębny, bez codziennych miejskich przyzwyczajeń. Co w tym najgorsze? Stres, strach i  nerw.  To najbardziej męczące. Bycie z Miłoszkiem najlepsze choć wymagające. Znacznie bliżej

Istnienie

Jestem Miłosz - mówi i uśmiecha się do siebie i do mnie. A potem pyta - a na początku w domu pohawiła się mama i potem ja w bdzuchu rosłem i potem ze szpitala wróciłem bobaskiem? Ale najważniejsze czy najpierw w domu pohawila się mama? Czyli nasze miejsce, dom musi być najpierw. Moja odpowiedz chyba zbyt zawiła na to piękne pytanie, ale proszę o więcej takich pytań.

Wakaje

I po urlopie. Nad morzem moglibyśmy być jeszcze długo długo, ale 2 tygodnie to też cudnie. Co zapamiętać? Widok i przestrzeń, kilka chwil luzu dla mnie, nie bylo ich znowu tak dużo. Kolor nieba i zapach sosen, urokliwe uliczki. Milucha szalejącego z dziećmi, zwłaszcza z Emi, Milucha wyluzowanego na plaży, łapiącego tę naturalną swobodę i wyobraźnię, robiacego naleśniki z piasku i naprawiającego zamki, montującego parawany i inne instalacje. Dzielnego, mimo infekcji na samym początku. Robrykanego i przeginającego, Kochanego. Co naprawić? Nerwy w komunikacji. Kierunek despotyczny. Nie wiem skąd się wziął, pewnie z mojej chwiejnej natury, a mama przecież ma dowodzić i przewodzić. A tu maly klops ostatnio. Więcej rozmów z L o tym. Wierzę, że ogarniemy. Generalnie nad morze się jeszcze chce, a tu trzeba pracować i to konkretnie. Sprobujemy.

26 maja

Dziś 28, ale na Dzień Matki M zrobił mi prezent zaskakujący. Ruszył rowerem na dwóch kółkach, zaskoczenie, bo kółka odkręcane i przykręcane były, a decyzji wciąż było brak. Chciałam zmotywować, uczepiając się obietnicy dzwonka od Cioci I, ale ostatecznie jakoś tak się stało, że dzwonek został przykręcony i po tym fakcie M postanowił nagle ruszyć. Chyba droga z górki z parku pomogła, bo potem jakiś wiatr w żagle dmuchnął i oto pojechał. A wczoraj piękne przedstawienie w przedszkolu. Ręka drżała, ale kręciła, prawie całość zarejestrowałam choć kamera jeździ na tym nagraniu jak szalona. I dyplomy odebraliśmy, ajaj, ale miło :). Nerwowy ostatni tydzień, ale wyciągnijmy wnioski i uspokójmy się. W pracy nowe miejsce pracy, znaczy osobny pokój. Wciąż mam ten niedosyt, że z mało uwagi z mojej strony, że zabawa nasza chaotyczna, bo ciągle coś do ogarnięcia w zagraconym domu. Zagraconym, właśnie, i pełnym ciuchów niepotrzebnych, trzeba zrobić klar. No trzeba, i ten balkon obsiałabym.

Dziel się

A dziś miski dla piesków i deski do szklarni zaniesione. Dzielni jesteśmy. Piękna pogoda, ale nerw przy pakowaniu prezentu dla Martynki. Lepiej, żeby tego nerwu nie było. Spacerem z dk świt, przez miły kawałek szkole i odkryte place zabaw. Spacery najlepsze. Nogami nie autobusem.

Praziomek

Z kina wyszliśmy jak tylko zaczął się film. Za ciemno mówi Maluch. Ja myślę, że to też za głośno. Ale godzinkę spędziliśmy w kinowych fotelach pogryzając smakołyki i śledząc spotkanie dotyczące książki dla dzieci. To akurat całkiem fajne i jeszcze pies biegający między rzędami. A zatem przymierzyliśmy się do kina z lekka. Za to dziś zabawy na placu z chłopakami. Ganianie z hulajnogami i rowerami. Z tym drugim jakoś powoli na razie. Ale czuję że żadne ciśnienia tu nie wchodzą w grę. Raczej nie tędy. Poza tym banany pod nar