Smak
1.02 Smak chleba Smak codzienności Smak spokoju Cieszyłam się nim W czasie Wolnym od pracy W czasie, który czułam Na co dzień go nie odczuwam Biegnę w środku Choć na zewnątrz nie poruszam się zbyt szybko Dzieci, które rozciągają czas Na swoje zabawne sposoby Nie trzymają się prostych szlaków Ukierunkowanych na cel Drażnią dorosłych postojami, gibaniami, kiwaniami Wymykają się współrzędnym I dobrze gdyby można było znów poczuć się Właśnie tak I absurdalnie śmiać do łez A tu dorosłość, dojrzałość Choć starość jeszcze nie Ale nudzi i jałowa jakaś A Ci co rozumieją te same piosenki Gdzieś daleko Ale nie, nie narzekam Obserwuję dzieci, czy raczej jestem obok nich, a w środku czuję się jak one. W tych wolnych chwilach oczywiście. Bezcennych I czytam nocami.